Kadencyjność pod lupą. Polacy nie chcą samorządowych „wiecznych wójtów, burmistrzów i prezydentów”
Debata o przyszłości lokalnej demokracji w Polska nabiera nowej dynamiki. Gdy w wielu gminach, miastach i powiatach coraz częściej pada pytanie o granice władzy, najnowsze ogólnopolskie badanie FRDL pokazuje jedno: społeczne przywiązanie do zasady kadencyjności pozostaje silne — i to silniejsze, niż mogliby przypuszczać niektórzy samorządowi liderzy.

Z przedstawionych danych wynika, że aż 60 procent dorosłych Polek i Polaków opowiada się za utrzymaniem obecnych ograniczeń dotyczących sprawowania funkcji przez wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Co więcej, część respondentów poszłaby jeszcze dalej — wskazując, że zamiast dwóch kadencji należałoby rozważyć jedną.
To sygnał, którego nie można zignorować.
W czasach, gdy samorząd odgrywa coraz większą rolę w codziennym życiu mieszkańców — decydując o inwestycjach, edukacji, bezpieczeństwie czy jakości przestrzeni publicznej — kwestia długości sprawowania władzy przestaje być wyłącznie tematem polityków. Staje się sprawą obywatelską.
Badanie pokazuje również ciekawą zależność: im lepiej mieszkańcy oceniają swojego włodarza, tym częściej są skłonni dopuścić możliwość wydłużenia jego rządów lub nawet całkowitego zniesienia limitów. To dowód, że w lokalnej polityce emocje, doświadczenia i osobiste relacje często ważą więcej niż ideologiczne deklaracje.

Z drugiej strony młodsze pokolenie oraz mieszkańcy największych miast wyraźniej opowiadają się za ograniczeniami. Można to odczytywać jako potrzebę regularnej zmiany, świeżości w zarządzaniu i większej konkurencyjności życia publicznego. Dla wielu młodych demokracja nie kończy się na wyborach — wymaga także mechanizmów, które zapobiegają politycznej stagnacji.
Pytanie o kadencyjność nie dotyczy dziś wyłącznie liczby lat spędzonych w gabinecie burmistrza. Dotyczy modelu państwa i jakości lokalnej demokracji. Czy samorząd ma być przestrzenią ciągłości i doświadczenia, czy raczej miejscem regularnej wymiany liderów i nowych pomysłów?

Wyniki badania pokazują, że większość społeczeństwa opowiada się za zasadą, że żadna władza — nawet ta najbliższa mieszkańcom — nie powinna trwać bez końca.
„W UE dominuje brak limitów – Polska jest wyjątkiem obok Włoch i Portugalii. Ograniczenia mają zapobiegać „zabetonowaniu” władzy, ale krytycy wskazują na utratę doświadczonych liderów i ingerencję w wolę wyborców.”
I być może właśnie w tym tkwi najważniejsza lekcja współczesnego samorządu: demokracja lokalna potrzebuje nie tylko dobrych gospodarzy, ale także zdrowych granic władzy.
Źródło:
Komentarz Redakcji Radia Gromnik

Dwukadencyjność: ochrona przed „dożywotnimi wójtami” czy zamach na wolę wyborców?
W polskim samorządzie toczy się spór, który odsłania głębszy dylemat demokracji lokalnej: czy mieszkańcy powinni mieć pełne prawo decydować, komu powierzyć władzę na dłużej, czy państwo musi ich przed tym „chronić” sztucznym limitem? Dwukadencyjność wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, wprowadzona w 2018 roku razem z wydłużeniem kadencji do pięciu lat, ma wkrótce uderzyć z pełną siłą. W 2029 roku w ponad 1500 gminach (61 proc.!) obecni włodarze nie będą mogli ponownie startować. To nie jest drobna korekta – to potencjalne „samorządowe tsunami”. wiadomosci.onet.pl
Projekt PSL (druk nr 1529) zmierza do zniesienia tego limitu. Przeszedł pierwsze czytanie, wysłuchanie publiczne, prace w komisjach, ale utknął – II czytanie w styczniu 2026 skierowało go z powrotem do komisji z wnioskiem o odrzucenie. Koalicja jest podzielona: KO i PSL za, Polska 2050 przeciw, PiS chce wpisać dwukadencyjność do Konstytucji. Nad wszystkim wisi prawdopodobne weto prezydenta. Na maj 2026 sprawa wciąż wisi w powietrzu. sejm.gov.pl
Argumenty „za” limitem są znane: zapobieganie zabetonowaniu władzy, walka z lokalnymi feudalizmami, odświeżenie kadr. Dobre intencje.
W praktyce jednak mechanizm kontroli już istnieje – wybory i referenda odwoławcze. Skutecznych referendów było niewiele, ale to nie dowód na brak odpowiedzialności, tylko na to, że wielu włodarzy po prostu dobrze rządzi i cieszy się zaufaniem.
Międzynarodowy kontekst jest miażdżący dla obrońców sztywnych limitów.
W zdecydowanej większości krajów UE (Niemcy, Francja, Hiszpania i inne) nie ma żadnych ograniczeń liczby kadencji. Wyborcy sami decydują, czy chcą „dożywotniego” burmistrza, który zna gminę jak własną kieszeń.
Ograniczenia występują rzadko – we Włoszech (zwykle dwie kadencje) czy Portugalii (trzy). Polska wprowadziła rozwiązanie, które jest wyjątkiem, a nie standardem zachodniej demokracji. portalsamorzadowy.pl
Krytycy zniesienia limitu mówią o „zabetonowaniu”. Tylko że po dwóch kadencjach doświadczony wójt może po prostu przenieść się do sąsiedniej gminy i dalej rządzić – limit dotyczy konkretnej gminy. A co z utratą wiedzy instytucjonalnej, ciągłości projektów unijnych, długoterminowego planowania? Najlepsi samorządowcy często budują sukces przez dekady. Odejście ich na siłę w imię abstrakcyjnej rotacji może skończyć się amatorszczyzną i chaosem.
Debata w Sejmie pokazuje, jak bardzo sprawa została upolityczniona. PSL broni „swoich” samorządowców, PiS broni własnego pomysłu z 2018 roku, a reszta gra na przeczekanie. Tymczasem prawdziwym podmiotem powinni być mieszkańcy. Demokracja lokalna opiera się na zaufaniu – jeśli wyborcy chcą tego samego człowieka po raz trzeci, czwarty czy piąty, to ich suwerenne prawo. Ograniczanie biernego prawa wyborczego w imię „dobra ogółu” pachnie paternalizmem.
Nie ma idealnego rozwiązania. Limity kadencji mogą chronić przed najgorszymi przypadkami klientelizmu, ale jednocześnie karzą sukces i doświadczenie. Najzdrowsze byłoby przywrócenie pełnej swobody wyboru z jednoczesnym wzmocnieniem mechanizmów kontroli: łatwiejsze referenda, transparentność finansów, realna odpowiedzialność. Bo prawdziwa rotacja powinna wynikać z urny, a nie z paragrafu.
W 2029 roku przekonamy się, co jest groźniejsze: kilku „dożywotnich” wójtów czy fala niedoświadczonych następców w setkach gmin.
Sejm ma jeszcze szansę pokazać, czy ufa polskim wyborcom. Na razie woli debatować.
grafika AI
Radio Gromnik to niezależne radio internetowe, które z ogromnym powodzeniem działa w powiecie strzelińskim, oławskim, kłodzkim i ząbkowickim. Nie brakuje także wieści z innych regionów Dolnego Śląska.
Naszą misją jest dostarczanie słuchaczom najświeższych informacji oraz ciekawych audycji, które przybliżają życie lokalnej społeczności. Współpracujemy z wieloma artystami, pasjonatami i osobami, które mają ciekawe historie do opowiedzenia. Dzięki temu nasza oferta jest różnorodna i interesująca dla każdego. Pobierz darmową aplikację Patronite Audio lub Radio Expert na Google Play i App Store. Jesteśmy dostępni na stronie Radio Garden. Radio Garden to internetowa aplikacja, która pozwoli wam sprawdzić czego słucha się na świecie. Dzięki niej możecie posłuchać lokalnych rozgłośni z przeróżnych stron świata – do wyboru do koloru.

Reklama lokalna? Nie ma problemu! Nasz adres znajdziesz na naszej stronie internetowej.
Jesteśmy partnerem usługi AudioXi – https://audioxi.pl
Przydatne linki: Gdzie nas słuchać?
https://onlineradio.pl/Radio%20Gromnik/
https://radio.garden/listen/radio-gromnik/4BcgIrCD
https://patronite.pl/patrocast/podcasts/8d0cc455-d0c1-42b6-a24d-3cc37857a68f/details
https://www.radioexpert.net/radio-gromnik-online-radio-kaczowice/
Słuchaj Radio Gromnik na swoim Androidzie 🙂
https://crystalmissions.com/app/gp/plradio?radio=Radio%20Gromnik

radiogromnik.pl
